Depresja – kalectwem duszy

Trzeba mieć dużo wyobraźni i zdolności wczuwania się, by wejść w świat depresyjny. A trzeba jednak wejść w ten świat, aby choremu naprawdę pomóc" - Antoni Kępiński

Czym jest depresja ?

Stany pogorszenia nastroju mogą przyjmować różne odcienie od „fizjologicznego” smutku poprzez przygnębienie, uczucie obojętności aż do głębokiej depresji. Ludzie cierpiący na depresję są niezdolni do cieszenia się z czegokolwiek, cierpią jeszcze bardziej w chwilach, które dotychczas wydawały się radosne.

Smutek, przygnębienie są emocjami, których doświadcza każdy człowiek wielokrotnie w trakcie swojego życia. Ich pojawienie się nie zawsze związane jest z depresją.

Rozpoznać to zaburzenie można dopiero gdy stanom obniżonego nastroju towarzyszą dodatkowo inne objawy m.in. poczucie braku energii, niemożność przeżywania radości, niska ocena własnej wartości oraz gdy trwają odpowiednio długo, tzn. ponad 2 tygodnie.

Objawy

jest smutny, bez chęci do działania, jakby bez energii życia. Nawet drobne, podstawowe czynności życia codziennego są dla niego ogromnym wysiłkiem. Ma niską samoocenę, czuje się balastem dla rodziny. Nie ma wizji przyszłości.

Funkcjonuje z ogromnym poczuciem winy (poczucie winy  a nie krzywdy- bardzo charakterystyczny objaw prawdziwej depresji).

W skrajnych sytuacjach miewa myśli i tendencje rezygnacyjne, wręcz samobójcze. W najcięższych stanach mogą występować urojenia depresyjne, w których treściach dominuje wina, kara, grzech. Czasami pojawiają się nawet omamy węchowe (odczuwanie "zapachu"zgnilizny, śmierci). Rano budzi się z niechęcią do życia, po południu może ulec nieznacznej poprawie.

Charakterystyczne dla depresji są zaburzenia snu. Trudności w zaśnięciu, budzenie się w środku nocy, czasami z koszmarami sennymi. U niektórych osób występuje brak apetytu powodujący spadek masy ciała.

Depresja maskowana

Depresja maskowana jest stanem, w którym w obrazie chorobowym dominują objawy somatyczne. Tu obniżony nastrój jest na dalszym planie.

Pacjent często trafia do poradni ogólnej, do lekarza rodzinnego i skarży się na dolegliwości sercowe, uczucie duszenia, ciężaru w ok. serca, podaje dolegliwości gastryczne, nieokreślone bóle w jamie brzusznej, zaparcia, bóle głowy, kobiety trafiają do ginekologa z zaburzeniami miesiączkowania.

Badania diagnostyczne wykluczają tło somatyczne, ordynowane leki przeciwbólowe nie przynoszą ulgi pacjentowi. Dopiero skierowanie do psychiatry okazuje się skutecznym posunięciem.

Zaburzenie depresyjne może pojawić się jako pojedynczy epizod i czasami może ulec samoistnemu wyleczeniu. Najczęściej jednak nieleczona depresja nawraca i każdy kolejny nawrót bywa głębszy od poprzedniego.

Objawy psychologiczne depresji

  • Obniżenie nastroju
  • Lęk
  • Anhedonia - brak zdolności odczuwania przyjemności
  • Pesymistyczne zapatrywanie się na życie aż po całkowitą utratę nadziei
  • Utrata dotychczasowych zainteresowań ( hobby)
  • Zaburzenia koncentracji uwagi
  • Osłabienie pamięci
  • Trudności w podejmowaniu decyzji
  • Utrata energii, stanowczości
  • Utrata poczucia własnej wartości
  • Utrata wiary w siebie
  • Utrata zdolności do wydawania własnych sądów
  • Brak zainteresowań seksualnych
  • Poczucie winy
  • Poczucie beznadziejności
  • Powracające myśli o śmierci

Objawy somatyczne

  • Zaburzenia snu (bezsenność lub nadmierna senność)
  • Przewlekłe dolegliwości bólowe
  • Bóle głowy
  • Bóle karku, pleców, okolicy krzyżowej, stawów
  • Bóle w klatce piersiowej, uczucie ciężaru w piersiach.
  • Uczucie ciężkiego serca
  • Dolegliwości gastryczne: zaparcia, biegunki, skurcze w jamie brzusznej
  • Suchość w ustach
  • Obniżona temperatura ciała, uczucie zimna

Objawy psychomotoryczne depresji

  • Obniżenie napędu, spowolnienie psychoruchowe
  • Brak aktywności ruchowej
  • Ograniczenie komunikowania się
  • Utrata energii życiowej
Odpowiedz na pytania tak lub nie na objawy wyszczególnione przez Światową Organizację Zdrowia (WHO – World  Health Organization). Jeśli przez na co najmniej 2 tygodnie występuje u Ciebie 5 spośród niżej wymienionych objawów (odpowiedziałeś na TAK na przynajmniej 5 pytań), może to oznaczać, że cierpisz na depresję.
  1. Czy przez większość dnia jesteś smutny, czy często płaczesz?
  2. Czy występuje u ciebie brak zainteresowania wykonywaniem codziennych czynności
  3. Czy czujesz się zmęczony każdego dnia?
  4. Czy  Twój apetyt się zmienił, czy straciłeś lub przybrałeś na wadze?
  5. Czy źle sypiasz, czy cierpisz na bezsenność lub nadmierną senność?
  6. Czy czujesz się nadmiernie niespokojny, podniecony, czy inni to zauważają?
  7. Czy masz trudności ze skupieniem uwagi i myśleniem niemal każdego dnia, nowe proste  zadania  wydają się trudne do rozwiązania a decyzje niemożliwe do podjęcia?
  8. Czy czujesz się bezużyteczny i masz poczucie winy prawie codziennie?
  9. Czy odczuwasz napięcie?
  10. Czy myślisz o śmierci, o samobójstwie?

178 odpowiedzi na “Depresja – kalectwem duszy”

  1. Zmagam sie z tą chorobą juz od roku …to jest horror ..odkad straciłem prace która była dla mnie wszystkim nie wiem co ze soba zrobic, wszyscy sie odwrócili , nie jem , nic nie robię uciekam od ludzi , boje sie każdego dzwieku …tak sie nie da zyć …po prostu wole sie zabic i uwolnić od tego …

  2. I nie myslcie ze Wam psycholog terapeuta pomoze ..ja odbyłem terapie 12 tygodniową podczas której było tylko omawianie i poznawanie uczestników terapi i co to dało nic ..i tak zostaniesz sam z ta choroba bo każdy ma swoje zmartwienia i tragedie a nie ma czasu aby Ci naprawdę pomóc …!!!!

  3. Witam ja tez mam depresję a dokładnie stany depresyjno-lekowe tak stwierdził dr… miałam wszystkie z wymienionych objaw… od rana byłam nie przytomna wszystko robiłam na siłę nic mi się nie chciało targały mną bardzo dziwne uczucia lęku,strachu takie jak by złe przeczucia ciągle chciało mi się spać nie cieszyło mnie nic … nawet to co kiedyś sprawiało mi ogromną radość nie było rzeczy która by mi sprawiła prawdziwą naturalną radość … kołatania serca,codziennie miałam uczucie jak by wymiotne, ciągle miałam też uczucie głodu tzn.brzuch miałam najedzony a w gardle ogromny głód czułam ,nie cieszył mnie sex tzn.miałam orgazm normalnie ale nie miałam satysfakcji takiej jak wcześniej, nie lubiłam jak ktoś nas odwiedzał nie lubiłam jeździć w gości ludzie mnie drażnili, nie miałam ochoty dbać o siebie,wszystko mnie strasznie denerwowało i drażniło … krzyczałam na dzieci…zamknełam się w sobie i udawałam przed wszystkimi ,że jest ok … najgorzej było mi jak zaczełam mieć problemy z koncentracją i pamięcią bo wtedy już zaczeło mnie to irytować o zapominałam znaczenie najprostrzych słów ablo jak coś pisałam to zapominałam liter i w końcu powiedziałam sobie dość! poszłam do lekarza rodzinnego ta skierowała mnie do neurologa który stwierdził ,że nic mi nie jest tylko mam niską samoocenę o jestem przykości i zaleciła mi dietę dukana którą z resztą stosowałam ale to już inna historia,moje objawy się nasilały i dochodziły kolejne aż zdecydowałam się iść do psychiatry w moim miasteczku jest 1 taki lekarz a więc do niego poszłam i znowu się rozczarowałam bo liczyłam ,że mnie wysłucha wesprze dobrą radą i powie jak sobie z tym radzić a on potraktował mnie przedmiotowo nawet nie zdążyłam powiedzieć połowy z moich dolegliwośći a on już dał mi receptę i kazał przyjść za 3 tyg. ale dzięki Bogu znałam pewną Panią psycholog , której opowiedziałam o moich problemach i ona skierowała mnie do dr.Marka Juraszek u którego na pierwszej wizycie po 5 minutach byłam w stanie wyznać swoje największe życiowe sekrety w końcu poczułam , że znalazł się ktoś kto wie i rozumie o czym do niego mówię i razem ze mną analizował moje dolegliwości po czym dał mi kilka rad powiedział jak sytuacja się klaruje co mi dolega ile i jakie leczenie mnie czeka zrobił mi też test psychologiczny i przepisał mi leki(Asentre) pamiętam jak wracałam do domu autobusem i całą drogę płakałam ze szczęścia ,że trafiłam na takiego wspaniałego i ciepłego lekarza że już po pierwszej wizycie czułam poprawę i yłam pełna nadzieji ,że w końcu coś się zmieni i może uda mi się z tego wyjść i tak się dzieje zaczełam brać leki i mój stan się poprawia ardzo dużo moich dolegliwości ustąpiła i z każdym dniem jest co raz lepiej …dziś wiem ,że żeby wyjść z depresji trzeba naprawdę trafić na dobrego lekarza i ja na takiego trafiłam …DZIĘKUJĘ PANIE MARKU 🙂

  4. Nie jestem pewny czy mam depresje ale wiele z tych objawów posiadam od około 2 lat, aż do dej pory nie nikomu o tym nie nie pisałem i mówiłem , nie mam pracy całymi dniami siedzę w domu , większość znajomości jakie miałem straciłem , a trudności mi sprawia nawet wyjście do sklepu , cały czas wszystkim nadto się przejmuje jeżeli coś się nie ułoży obwiniam siebie , mam dziwne lęki i nie jestem w stanie stwierdzić skąd się one biorą , trudności sprawia mi pokazywanie jakich kolwiek emocji , mam cały czas wrażenie jakby wszyscy w koło chcieli mi zaszkodzić

  5. Jest to obecnie bardzo czesto spotykane zjawisko wsród ludzi – brak pracy ,przyszlości a najważniejsze brak bliskich ludzi ,ktorzy wysłuchają i dadzą wsparcie.Zamykamy się w sobie bo wstydzimy się innych niepotrzebnie.Trzeba się leczyć i szukać pomocy.

  6. Ja mam zaledwie 21 lat
    Wszystkie objawy się zgadzają i sama widze po sobie że od 2 lat nie jestem sobą
    Nasililo się wszystko jeszcze bardziej od 4 miesiecy
    Bardzo przytylam a zawsze bylam sczupla nic mnie nie cieszy nawet przebywanie i zabawa z moim synem mi nie sprawia przyjemnosci bo zaesze po chwili mam dosc albo sie czyms stresuje
    Nie wiem juz co robic kloce sie z rodziną bo oni widza moja wiecznie smutna mine ale ja nie potrafie porozmawiac o swoim probleie wole sie zamknac w pokoju i milczec
    Czuje podczas bolu glowy oropny zapach właśnie zgnilizny nie wiedzialam skad sie to bierze balam sie ze cos jest nie tak bo nikt tego nie czul
    Boje sie uczuc Boję sie zaufać nawet wlasnej rodzinie bo wydaje mi sie że mnie nie nawidzą
    Nie potrafie juz okazywac uczuc jak kiedys praktycznie jestem bardzo zimna osoba jaka nigdy nie bylam
    Nie mam w ogole ochoty na seks a przeciez jestem bardzo mloda
    Nie wiem co robic boje sie że nikt mi nie pomoze a moje samopoczucie pogarsza sie

  7. Problem jest taki, że leczenie jest drogie. Dostałam kiedyś tabletki za 50 zł za paczkę, na psychoterapię nawet się nie zdecydowałam, bo i drogo i bałam się tego skrępowania osobistą rozmową z kimś obcym. I tak to się ciągnie latami. Żeby chociaż leki były tańsze, to bym brała, trochę mi pomagały, ale po odstawieniu jest jeszcze gorzej. Aczkolwiek myślę, że jeśli chory ma wsparcie, jakiekolwiek bliskie osoby w swoim życiu, to może wyjść z tego nawet bez leków albo przy niewielkiej pomocy lekarza. Ciekawe czy kiedyś się wyleczę i nagle okaże się, że może wcale nie jestem aseksualna 🙂

  8. Kilka miesięcy temu, depresja zburzyła całe moje życie. Poprzez zbieg kilku złych wydarzeń, choroba zaatakowała i pokazała całe swoje oblicze. Szukałam pomocy u psychiatry, trafiłam na lekarza, który mnie nie zrozumiał. Lekarza zmieniłam i na pierwszej już wizycie dostałam skierowanie do szpitala. Do tej pory przyjaciele jakoś mi pomagali. Byli blisko, dzwonili, pytali, odwiedzali. Po diagnozie i skierowaniu na oddział nagle zdali sobie sprawę w jak ciężkim stanie jestem. Rozczarowali się, że ich dotychczasowa pomoc nie pomogła (w ich mniemaniu oczywiście) i odsunęli się ode mnie. To ludzie którzy ofiarują pomoc tu i teraz i oczekują poprawy natychmiast. Kiedy to nie wychodzi, może z obawy a może z bezradności wycofują się i czekają aż leki zaczną działać. Do szpitala nie poszłam, nie mogłam. Mąż pracuje za granicą i zostałam sama z 3 córkami. Po prostu nie mogłam ich zostawić. W mieście w którym mieszkam nie mam rodziny. Z rodziną dzieli mnie 300km. Czuję się bezradna. Straciłam wiarę w Boga i nadzieję, że jeszcze może być dobrze. Wiem, że nie będzie. W tym poczuciu bezradności, beznadziejności i niemocy dopuściłam się samookaleczenia. Jestem po próbie samobójczej. Na rodzinę nie mogę liczyć, nie przyjadą. Przyjaciół ta sytuacja przerosła. Jestem wściekła na nich, bo tu na miejscu, mam tylko ich. Odsunęli się i czekają aż leki zaczną działać. Ja potrzebuję ich tu i teraz a nie za jakiś czas. Tłumaczyłam, że wystarczy, żeby czasem mnie odwiedzili, posiedzieli przy mnie. Nie oczekuję niczego więcej. Chcę tylko czuć ich obecność. Tymczasem nie są dla mnie wsparciem. Uciekają kiedy jest źle. Na początku choroby starali się. Pomagali załatwić mi innego lekarza, chcieli jeździć ze mną na wizyty. Teraz się odcięli. Czy wymagam zbyt wiele? Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam, od kilku dni znów mam myśli “S”. Nie chcę już walczyć, nie widzę sensu. Wiem że mam dzieci i powinnam być z nimi, ale w tych najgorszych momentach, nawet one nie trzymają mnie już przy życiu.

  9. Jestem przerazona… u mnie takie stany beznadziejnosci trwaja z przerwami 5 lat. Zaczelo sie po tym jak urodzilam martwe dziecko. Balam sie wyjsc z domu, kontaktu z kimkolwiek. Do tego nadwaga sprawila, ze czulam do siebie obrzydzenie. Po roku znow stracilam dziecko w 4 miesiacu ciazy… Wtedy wscieklam sie na caly swiat i nie popadlam w dol. Trafilam na dobrego lekarza. Rok pozniej urodzilam zdrowe dziecko, pozbylam sie nadwagi i wszystko bylo idealnie. Bylam na prawde szczesliwa. Trwalo to ponad rok. Gdy moje dziecko mialo rok zmarl moj najlepszy przyjaciel, moj kochany tata, ktory zawsze byl przy mnie, z ktorym moglam porozmawiac o wszystkim i ktory potrafil mnie wybawic ze stanow zalamania nerwowego. Minelo 2 lata od smierci a ja wciaz mam stany lekowe. Boje sie wyjsc z domu. Jezeli juzsie zdecyduje, to wsiadam w auto i jade na zakupy. W sklepie dopadaja mnie leki, wychodze (bez zakupow). Dobrze jest mi tylko w domu z dzieckiem, mezem i mama. Najchetniej bym sie zabarykadowala w swoim malym swiatku… Jeszcze nigdy nie bylam ztym problemem u specjalisty… Boje sie, ze jednak bede zmuszona.

  10. Witam,

    Jestem 30 letnim mężczyzną, który od bardzo dawna ma wątpliwości co do sensu swojej egzystencji. Doskwiera mi samotność i spotykają mnie same nieszczęścia. Straciłem po raz kolejny pracę w październiku zeszłego roku i do tej pory jej szukam. Byłem na kilku rozmowach ale niestety moja kandydatura została odrzucona. Jest to kolejny raz kiedy tracę pracę w ciągu bardzo krótkiego czasu. Od kilku lat zmagam się z samym sobą. Popełniłem w życiu wiele błędów, których efekty uderzyły we mnie teraz z jeszcze większą siłą. Nie skończyłem podjętych przez siebie studiów, dlatego że straciłem do nich serce i brakowało mi konsekwencji i motywacji do doprowadzenia tego co zacząłem do końca. Pracowałem w jednej bardzo dobrej firmie przez ponad 4 lata, ale wyrzucili mnie gdyż zacząłem sprawiać same kłopoty. Były one spowodowane moim nieudanym życiem osobistym. Byłem w związku, który zakończył się dramatycznie. Dziewczyna mnie zdradziła i zostawiła dla innego. Przeżyłem to tak bardzo że w pracy miałem ogromne trudności z koncentracją i co i rusz chodziłem załamany i bez energii do życia. Po tym jak straciłem tę pracę pojawiły się kolejne, ale już mniej satysfakcjonujące finansowo oferty. Poza tym ciągle nie potrafiłem się wyleczyć z mojego zawodu miłosnego. Dlatego problemy z koncentracją, ciągłe błędy i brak zaangażowania w pracę przyczyniały się do tego że znowu mnie zwalniali. Kiedy znalazłem w miarę satysfakcjonującą pracę i wydawało mi się że kryzys mam za sobą. Znowu zostałem zwolniony,choć w moim odczuciu było to niesprawiedliwe. Po czasie jednak dochodzę do wniosku że problem leży w moim podejściu do pracy, niskim poczuciu własnej wartości, oraz braku porozumienia ze współpracownikami. Próbuje się zmienić,ale niestety nie udaje mi się to i od dłuższego już czasu zaznaje samych porażek, również w życiu prywatnym.Myślę że chodzi tu głównie o moje niskie poczucie własnej wartości i ciągłe porównywanie się do innych chociażby moich rówieśników, którzy są teraz na zupełnie innym etapie swojego życia. Często mają rodziny dobrą pracę i są szczęśliwi. Ja zazdroszczę im tego i jednocześnie wiem że wiele lat swojego życia zmarnowałem. Zaangażowałem się w muzykę bo potrafię śpiewać, niestety nie osiągnąłem do tej pory za wiele w tej branży. Po czasie zdałem sobie sprawę że moje zaangażowanie w muzykę było ogromnym błędem.Poświęcałem na nią za dużo czasu , inne ważniejsze sprawy odkładając na bok, chodzi tu przede wszystkim o naukę. Teraz mam ogromne poczucie winy i po tym jak ostatnio mój serdeczny przyjaciel poderwał na moich oczach dziewczynę z którą zacząłem się spotykać załamałem się totalnie. Ten przyjaciel jest prawnikiem , zresztą bardzo dobrym, ma własne mieszkanie, całkiem nieźle zarabia i ma życie na tyle poukładane że nie dziwie się tej dziewczynie. Zresztą nie mówiłem jej całej prawdy o sobie bo było mi wstyd i nie chciałem żeby mnie odrzuciła. Chwaliłem się jej swoim talentem muzycznym i tym że mam zespół, z którym właśnie zaczynam nagrywać swój minialbum. Tym że pisze książkę o pewnym muzyku. Rzeczywiście tak jest i w tej kwestii nie kłamałem, aczkolwiek jej zainteresowanie moją osobą osłabło kiedy poznała mojego kolegę, który mimo iż wiedział że dziewczyna mi się podoba zaczął się z nią spotykać. Przykro mi bardzo z tego powodu i … nie potrafię znieść kolejnego odrzucenia i tej bolesnej pustki, samotności i braku perspektyw na polepszenie mojej sytuacji. Boję się że dopadła mnie depresja, bo czytając o objawach tej choroby wszystko na to wskazuje. Mam nawet myśli samobójcze i niekontrolowane napady złości , której podmiotem często jest mój przyjaciel. Jakbym na niego chciał zrzucić winę za swoje niepowodzenia. Zazdroszczę mu że jest z tą dziewczyną i często, szczególnie w nocy myślę o tym że on z nią jest. Nie daje mi to spokoju i staje się wręcz koszmarem, który nie pozwala mi zasnąć a w ciągu dnia normalnie funkcjonować. Brak zajęć, pracy i negatywne postrzeganie swojej przyszłości sprawia że staje się to dla mnie nie do zniesienia. Miałem już nieudaną próbę samobójczą, choć chyba tak naprawdę nie chciałem się zabić, bo szkoda mi w tak młodym wieku odchodzić i narazić na cierpienie swoich najbliższych. Szczególnie że pół roku temu zmarł mi ojciec i mama została sama.Mam jeszcze starsze rodzeństwo, które ma poukładane życie rodzinę, pracę. Tylko ja jestem takim nieudacznikiem, któremu nic się w życiu nie układa.Staram się być dla swojej matki jakimś wsparciem choć tak naprawdę wiem że ja potrzebuje tego wsparcia. Czuje się jak w klatce i “brakuje mi powietrza”, często myślę o śmierci i nie cieszy mnie to co kiedyś sprawiało mi radość. Nie wiem co mam zrobić bo sam nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Pomocy !!!!

  11. To jest okropna choroba na te pytania odp.na tak jak mam sobie pomóc jak ja już tyle lat się leczę i nawroty są ciągle leki biorę i co?

  12. Depresja to nic innego jak głęboki upadek duchowy inaczej utrata Mocy Duchowej spowodowana życiem opartym na wartościach materialistycznej iluzji. W stanie tym kontrolę nad umysłem przejmuje negatywna podświadomość. Jest inaczej mówiąc stan duchowego piekła. Możliwa jest duchowa odbudowa i powrót do szczęścia.
    Wymaga to czasu i odpowiednich warunków.

  13. Witam, czy ktoś zna dobrego psychologa w okolicach Konina? Jestem na tym etapie że wiem iż muszę skorzystać z jego pomocy. Sam nie daje już rady z tym walczyć. Pozdrawiam wszystkich
    Artur

  14. Witam wszystkich! Bardzo sie ciesze, ze trafilam tutaj. Na dziesiec pytan, bez wachania podalam 9 pozytywnych odpowiedzi.Mysle, ze wiele skorzystam z Waszych wypowiedzi. Uwazam swoj stan za beznadziejny, juz nie licze ile nawroto depresji mialam. To jakis obled…

  15. Depresja – czy uważacie że definicja tu podana jest całkiem prawidłowa? Ja uważam że nie.
    W artykule wyraźnie napisane jest, że człowiek chory na depresje nie ma zdolności do radości. Nie jest to do końca prawdą. Człowiek chory na depresje może się cieszyć, ale przeważnie z zupełnie innych powodów niż osoba zdrowa. Ja mam depresję, jednak umiem się cieszyć. Cieszę się, gdy mogę być sama, cieszy mnie deszcz i trzecią rzeczą, która mnie cieszy są sukcesy mojej przyjaciółki. Nikt prócz niej mi nie został, nikt inny mnie nie akceptuje, moje sukcesy, choć są nieliczne – nie cieszą mnie ani trochę.

  16. Michał -> on nie był prawdziwym przyjacielem. Nie był cb wart. Jeśli wiedział o tw problemach, a mimo wszystko podrywał dziewczynę ktora ci sie podobała, to uwież mi – chociaz jestem o wiele młodsza, wiem ze nie warto ufać takim ludziom. Znajdź sobie nowego przyjaciela, który bedzie po podobnych przejściach jak ty. Łatwiej bedzie wam sie zrozumieć. Wiem ze to nie takie proste – ani rzucić przyjaciela, ani znaleźć nowego, no w cóż, to tylko drobna rada, ktora moze polepszyć tw sytuacje 🙂

  17. Na wszystkie pytania odpowiadam -Tak. Mam 24 lata,, moje życie stało się bezsensowne. Nic mnie nie cieszy, katuje się wciąż najgorszymi myślami, odpycham najbliższych, nie mam przyjaciół…Nie mam żadnego celu, a każdy dzień przynosi lęk, strach przed czymkolwiek. Skończyłam studia na poziomie lic. Nie pracuje w zawodzie bo nie mam odwagi. Boje się czegokolwiek nowego. Nie jestem w stanie funkcjonować nawet jednego dnia bez płaczu… Co jest ze mną nie tak??? Nikt mi nie potrafi pomóc, w kółko słyszę weź się w garść…ale to nie pomaga. Ciągle miewam bóle głowy, nie mogę spać spokojnie… Chciałabym aby ktoś mi pomógł….

  18. W obecnej dobie, doskonałych, bezpiecznych, leków regulujących, stabilizujących nastrój nie warto się męczyć. Słusznie spostrzega Pani absurdalne rady typu trzymaj się, będzie dobrze, weź się w garść. To tak jakbyśmy komuś ze złamaną nogą radzili aby się nie martwił, tylko chodził, skakał, tańczył. Koniecznie powinna Pani udać się do dobrego lekarza psychiatry, który dobierze odpowiednie leki i skończy się koszmar. Nie można funkcjonować z połamanymi nerwami. Nie ma powodu by się krępować, nerwy to taki sam narząd jak inne, tylko może ich bezpośrednio nie widać. Proszę pamiętać, że do psychiatry nie przychodzą chorzy psychicznie, oni uważają, że są zdrowi. Najcześciej do nas przychodzą znerwicowani, wypaleni zawodowo, depresyjni z lękiem, fobią itp. Pozdrawiam.Autor

  19. Oczywiście, w pewnym sensie zgadzam się z Panią, jakkolwiek są różne odcienie depresji, w takiej skrajnej, głębokiej z lękiem to nic nie cieszy, taka osoba cierpi na anhedonię- nie potrafi z niczego się cieszyć, nie odczuwa przyjemności. Człowiek z głęboką depresją nie może funkcjonować społecznie, rodzinnie, zawodowo. Ma poczucie skrajnej beznadziejności, a jeśli coś cieszy, jest się na czym oprzeć to jest to światło w tunelu. Pozdrawiam Autor.

  20. Witam
    Ja choruję od 18 roku życia na tą jak nazywają lekarze
    “udawaną chorobę” ,obecnie mam 44 lata i uwierzcie mi
    polska służba zdrowia Wam nie pomoże,chyba jak mamy gruby portfel.
    ps.Życzę zdrowia i spokoju ducha.MOJA RADA:UDAWAJCIE “ZDROWYCH”,nikt zdrowy nas nie zrozumie.

  21. Panie Jacku, nie uogólniałbym rzucając cień na całą polską służbę zdrowia, chociaż podzielam Pana rozgoryczenie. Sam doświadczyłem podłości lekarza pediatry, który nie przyjął do szpitala mojego ciężko chorego synka tylko dlatego, że miałem skierowanie wypisane na niewłaściwym druku. Byłem wstrząśnięty, nie przyznałem się, że jestem lekarzem, nie oddałem synka w ręce takiego oprawcy, mimo, iż nie jestem pediatrą sam zdecydowałem się wyprowadzić dziecko z ciężkiego stanu. Udało mi się. Ale podłości tego lekarza nie zapomnę nigdy. Pozdrawiam Autor.

  22. Depresja jest chorobą śmiertelną !
    Moja kochana siostra wpadła w depresję podczas choroby męża -rak-po jego śmierci zalamala się i nie jadła nie brała lekow na serce i cukrzycę.Po 9 miesiącach od śmierci męża zmarła!! Teraz ja przezywam potworny ból i wyrzuty sumienia, źe nic nie zrobiłam aby jej pomóc!! GEHENNA !!!.

  23. Mam 42lata – na depresję nieświadomie choruję od 20 roku życia, czego dowiedziałam się ostatnio! Świadomie pierwsze symptomy dopadły mnie jakieś 3-4 lata później, ale mijały po 1-3 dniach samoczynnie! Pojawiały się dość rzadko, średnio ok. 1-2 razy w roku. Były krótkie i do zniesienia – zwyczajnie przepłakałam sobie te dwa dni leżąc w łóżku z głową pod kołdrą … i mijało jakoś. Mąż był przestraszony moim stanem, ale nie wiedział z czym to się wiąże – mieliśmy po 22-23 lata, małego 3-letniego synka i powiedzmy, że jakoś sobie z tym radziłam. Kiedy wiele lat później naczytałam się o depresji, okazało się, że to jakby moje odczucia! Ale mijało szybko i wracało sporadycznie… Dopiero 1,5 roku temu dopadło mnie tak, że z płaczem (po kilku tygodniach męczarni) zadzwoniłam do przychodni i poprosiłam o rejestrację do psychiatry! No i dowiedziałam się, że to nie jest takie proste – 2 m-ce oczekiwania na kolejkę do psychologa, potem kilka tygodni badania i czekania na jego wyniki, a potem dopiero rejestracja do psychiatry! TAKA obowiązuje u nas procedura! W rezultacie dopadło mnie ok. listopada 2012, dzwoniłam po pomoc początkiem lutego, a wizyta u psychiatry była w maju 2013! Od tego czasu biorę już czwarty lek, bo poprzednie się albo nie sprawdziły, albo po 2 m-cach okazało się, że lek jest tak drogi, że nie dam rady go kupować, a nie ma nawet złotówki zniżki! Kosztował ok. 150zł miesięcznie, ale poza nim biorę też przewlekle inne leki, a wszystko kosztuje. Teraz od kilku m-cy łykam Aurorix 300. Jestem bardzo płaczliwa, mam zaburzenia snu, poczucie zupełnego braku energii i niemożności skupienia uwagi. Niby jest w miarę znośnie, ale niestety nie ma dnia, aby choć 1-2 razy nie dopadło mnie takie dziwne uczucie lęku, beznadziejności i paraliżującego smutku. Płaczę bardzo często i czasami mąż twierdzi, że bez poważnego powodu. Nic nie jest w stanie wyciągnąć mnie z domu, a kiedy mąż namawia mnie na jakiś wyjazd czy wyjście, to nigdy nie mam chęci. Kiedy uda mu się mnie namówić, to i tak rzadko cokolwiek mi przyjemność sprawia – nawet to, co uwielbiałam całe życie – podróże, fotografia, zwiedzanie, zwierzęta, przyroda… Kiedyś przez 3 lata brałam PAROGEN, jako wspomagacz lepszego nastroju, jak to określił mój lekarz rodzinny – ale stwierdził, że czas przestać, abym się nie uzależniła! No i wtedy poczułam, co to znaczy odstawić lek psychotropowy. Kilka tyg. zawrotów głowy, mdłości, zaburzeń równowagi… nie wspominam tego miło :/ Teraz biorę Aurorix i niestety nie ma porównywalnego działania do Parogenu. Szkoda, ale mój psychiatra twierdzi, że ten obecny lek jest skuteczniejszy. Zobaczymy po kolejnych kilku m-cach. Narazie niestety nie mam nadziei, że to się skończy kiedykolwiek…

  24. Kochani,

    Mam 57 lat i żyję z “Deprą” od wieków samotnie.
    Nie chcę opisywać mojej osobistej historii, bo każdy z nas ma przecież swoją własną, jedyną, niepowtarzalną i niezwykle ważną dla duchowego rozwoju. Każdy z nas idzie własną drogą.
    Ja leczę się sama, nie biorę leków, analizuję przeszłość i staram się wyciągać wnioski z popełnianych ( niestety codziennie jeszcze) błędów. I mogę wam z całym przekonaniem powiedzieć, że;
    Cierpienie ma sens!
    życie ma sens! Nigdy przenigdy nie można z niego rezygnować!
    Szukajcie celu w waszym wyjątkowym życiu! Tam, gdzie aktualnie się znajdujecie, czyli w waszym środowisku, pośród rodziny, znajomych, obcych. Pomaganie innym uzdrawia, pokochanie siebie uzdrawia!
    Uściski i trzymam za was kciuki.
    Zofia

  25. Kochani,

    Mam 57 lat i żyję z “Deprą” od wieków samotnie.
    Nie chcę opisywać mojej osobistej historii, bo każdy z nas ma przecież swoją własną, jedyną, niepowtarzalną i niezwykle ważną dla duchowego rozwoju. Każdy z nas idzie bowiem własną drogą.
    Ja leczę się sama, nie biorę leków, analizuję przeszłość i staram się wyciągać wnioski z popełnianych ( niestety codziennie jeszcze) błędów. I mogę wam z całym przekonaniem powiedzieć, że;
    Cierpienie ma sens! Życie ma sens! Nigdy przenigdy nie można z niego rezygnować!
    Szukajcie celu w waszym wyjątkowym życiu! Tam, gdzie aktualnie się znajdujecie, czyli w waszym środowisku, pośród rodziny, znajomych, obcych. Pomaganie innym uzdrawia, pokochanie siebie uzdrawia!
    Uściski i trzymam za was kciuki.
    Zofia

  26. Kochani! badajcie też tarczycę róbcie badania hormonalne TSH FT4 – przy nadczynności t. dostaje się niesłychanej depresji i człowiek kompletnie jest zawieszony i rozstrojony- sami żądajcie tych badań gdy czujecie że coś złego dzieje się z wami. Albo zmieńcie lekarza gdy was ignorują.

  27. Witam …ja zmagam sie z moja depresja juz od dwoch lat . Kazdy dzień to dla mnie koszmar ..nie umiem przezyc nawet jednej godziny aby nie myśleć o śmierci! Chcę z soba skonczyc w jakikolwiek sposób – co dzień wybieram jak mam to zrobić. I w koncu to zrobię …ta paplanina o lekach i terapiach to lanie wody to nic nie daje – jedynie czego sie boje to tylko bólu jaki musze znieść .

  28. No zajebiście dziesięć na dziesięć by mógł być ktoś inny szczesliwy potrzebne są ofiary a osoby chore na depresje sa złe winne nieprzystosowane społecznie .Najwiekszym zagrozeniem dla człowieka jest człowiek żyjemy w świecie kretynów i debili aby było zabawnie pośmiejmy się baranim śmiechem cwaniactwo manipulacja natura człowieka a ja bym sie cieszyła by kazdy cierpiał tak jak ja by sobie zrozumiał i trafiał na takich samych debili doznawał tych samych uczuć aleee kazdy nie jest tak naiwnym dobrym idiotą kretynem dobrym i szczerym takim jak ja byłam wiec nikła szansa.Świat jest pełen złych ludzi zaburzonych debili cwaniaków i egoistów dać coś społeczenstwo wsparcie …a wiekszosc nie ma sumienia kogo obcego obchodzi drugi czlowiek a pozatym mozna cale zycie byc w depresji .Gupota taki mamy świat chorzy na depresje jak nie ma po co zyc to trza życ po to by zrobić na złość innym i nie dobić osób które na palcach reki mozna policzyc ktorym zalezy i zrujnowałoby to życie jak macie matki…no jak nie ma rodziców to bym se ulżyła juz dawno nie prawda że jest lepiej.No własnie chorzy psychicznie zaburzeni zimne dranie funkcjonują dobrze na wysokich stanowiskach społecznych bezkarni i nic ich nie ruszy jak katarzyne waśniewska .Świat jest pojebany a lekarz moze ci jeszcze dokopać

  29. PPodejrzewam ze mam depresje Nigdzie nie wychodze bo mam problem z doborem ubiorow nie moge patrzec na siebie kiedys bylam atrakcyjna a teraz nic mi sie nie chce Maz sie do mnie nie odzywa Przeniosl sie do drugiego pokoju i tam spedza czas Nieraz przychodzi do niego brat i pija piwa Maz sam sobie robi zakupy i gotuje Ja mam problem nawet wyjsc do pobliskiego sklepu Zerwalam kontakty z kolezankami Nie odbieram telefonow Nie otwieram drzwi NiE chce nikogo widziec Najgorsze ze mam sama jechac na wesele pociagiem i az boje sie tej jazdy Maz nie chce ze mna jechac autem Wogole sie mna nie interesuje Przez brak rozmow w domu juz z nikim nie potrafie rozmawiac Kiedy na dworze bylo goraco ja cale dnie siedzialam sama w domu bo balam sie wyjsc do ludzi Teraz wszyscy opaleni a ja blada wyrozniam sie wsrod ludzi Dorosle dzieci nie martwia sie moim stanem Jak przyjda do nas to ida do taty porozmawiac Ja juz nie wiem co mam ze soba zrobic Takie zycie w samotnosci jest okropne kiedy rodzinka zdaje relacje jak wspaniale wypoczywaja Blagam niech mi ktos pomoze wyjsc z tego stanu

  30. Ciężko o pomoc 😉 ludzie bardzo często wolą dobijać człowieka..

    mimo że chce walczyć o życie to czasami nie potrafię, codziennie planuje swoją śmierć przez powieszenie i codziennie próbuje wypluć to słowo..

    próbuje na siłę wyobrazić sobie siebie, jak zakładam rodzinę i jestem ustawionym człowiekiem ^^.

    Jednak rodzina mnie wykańcza i cały dzień mam zepsuty,
    zerwałem chyba wszystkie więzi 😉 czasami tylko popisze z kimś z znajomych..

    Trwa to już około 2lata, mam dopiero 20lat.

    Wcześniej też miałem depresje(ale raczej taką na ostatnim miejscu) nie brałem tej choroby na poważnie.

    Zostałem sam..

  31. Jestem Załamana nie chem mi sie wogule jeść bo sie dowiedział ze mój chłopak jest chory na hiv i nie mogę sobie z tym poradzić i mama nie pozwoliła mi sie z nim spotykać a ma 25 lat

  32. 10 na 10 – nawet mąż nie CHCE POMÓC CZYLI CO DOŁEK “pomocy” !!!!! naprawde zmagam się z nią już chyba około prawie 3 lat – nawet nie mogę pisać-sorki

  33. Mam tylko córkę/29 l/ której mogę o wszystkim powiedzieć ona wie o wszystkim – przyjaciól nie mam zostawili mnie powiedzieli że jestem nienormalna-bo zazdrosna !!!!!

  34. Witam.Choruję na depresje od 10 lat.w tym czasie 5 epizodów i dwa pobyty w szpitalu w odstępie 5 miesięcy.Teraz jestem tuż po szpitalu gdzie spędziłam miesiąc i jest okropnie.W szpitalu jakoś się trzymałam bo byli tam ludzie którzy mieli podobne problemy czułam jakieś wsparcie a tu znów szara rzeczywistość,problemy ktore dla innych sa blache a u mnie nabierają niesamowitej wielkości.Mam męża dziecko 10 lat i nie umie ich kochać.Jedyne co czuję to że moim zachowaniem ich krzywdze i choć bardzo się staram udawać że jest ok.to i oni i ją się męczymy..Życie z nami jest bardzo trudne i to nas dobija.Co z tego że może uda mi się podnieść jak za chwilę znów upadne i będzie boleć jeszcze gorzej.Nawet lekarz powiedzial mi dopóki sama czegoś nie zrobię to nawet leki nie pomogą.Ale ją nie umie nic zrobić boję się podjąć jakieś decyzji.Ten cholerny strach on mnie tak paraliżuje nie daje żyć.Ale choć myślę o śmierci to boję się jej i znów strach

  35. Wiem że jest nas dużo z tym kalectwem duszy i straciłam już wiarę że to się kiedyś skończy.Jeszcze niedawno widziałam światełko nadziei ale ono zgasło i została egzystencja.Wiem że niektórym się udaje ale to garstka z nas ale i to dobre .

  36. Witam was cieplutko ! Kochani 29 lat temu spanikowalam w moim mieszkaniu na 3 pietrze. Sasiadka pomogla mi sie spakowac oraz moja mala coreczke, wezwala taksowke i pojechalam do matki, gdzie zamieszkalam az do ukonczenia budowy. Od tego czasu nigdy tam nie bylam sama. W nowym domu zawsze sie balam pomimo ze w podworku mieszkali rodzice.Przerwalam prace, poszlam na wychowawczy urlop.Zaczelam sie leczyc, i tak sie lecze do dzis.Raz jest lepiej, raz gorzej.Lekarstwa nie pomagaja, jedyne co wam moze pomoc to milosc i czulosc drugiej osoby.Moj maz mi tego nie daje od kilku lat a corka ma pretensje ze moja choroba zniszczyla jej dziecinstwo i ma do mnie ciagly zal.Czuje sie tak samotna i nieszczesliwa ze brak mi slow zeby to opisac. Mieszkam w Niemczech, reszte rodziny i dom mam w Polsce.Wywiozl mnie tutaj 25 lat temu, zebym tu umarla w samotnosci.Cale wieczory siedzimy kazdy w swoim pokoju w tej cholernej ciszy i placze. Moj stan depresyjny jest beznadziejny.Za 4 tygodnie maz musi wyjechac na 1 noc z pracy. Od 2 miesiecy tylko o tym mysle ze bede sama, nie mam nikogo, a on mowi ze nie jest moim wiezniem.Dziwi mnie tylko ze tyle ludzi ma te problemy i dlaczego sobie nie pomagamy na wzajem, dlaczego jestem sama ?????

  37. Witam wszystkich, nie pamiętam jak długo już widzę świat innym niż ludzie których na co dzień spotykam. Najgorsze jest to że jestem facetem :/ Po prostu czuje się przeładowany problemami które mnie zaczynają przygniatać. Chciałbym pomóc wszystkim ludziom bo jak widzę ich ból to po części go odczuwam. Jednak nie potrafię pomóc nikomu a przynajmniej nie na tyle na ile bym chciał. Teraz rozpada mi się związek w którym i tak już nic nie zostało. Moja przypadłość jest dziwna bo pojawia sie nagle i znika co jakiś czas. Chodziłem do psychiatry i psychologa jednak nic mi to nie dawało było jedynie gorzej. Proponuję skoro jest nas tak dużo znaleźć miejsce w którym będziemy mogli wymieniać się doświadczeniami i rozmawiać, jakąś grupę dyskusyjną. Nie zamierzam się jeszcze poddać chcę to przezwyciężyć nawet jeżeli miał bym sięgnąć po coś tak absurdalnego jak magia. Nie chcę już lekarzy i ich tabletek muszę pracować.

  38. Droga Beato i Janino witam WAS BARDZO SERDECZNIE= z pytaniem które zadzajemy sobie zawsze CZY NASI MĘŻOWIE NAM KIEDYKOWIEK POMOGĄ ??? – widocznie miłość minęła a oni nie chcą chyba brać na swoje barki aby nam pomóc – a prznajmniej mi :((((

  39. Pomogłem w życiu wielu ludziom, mimo tego że nie pomógł mi nikt. Byłem prawie na dnie, a teraz na tamte chwile mogę popatrzeć z innej perspektywy, już lepszej… Jeżeli ktoś ma ochotę pogadać o depresji to służę pomocą. Mój adres:
    crakerface@wp.pl
    Pozdrawiam Alex

  40. Witajcie. Bardzo to wszystko poruszające co piszecie, po tym co tu przeczytałem utwierdziłem się tylko w przekonaniu że życie to jest teatr a wielu z nas zakłada tylko odpowiednie maski w zależności od potrzeb. Za dwa dni kończę 25 lat i to mnie dobija, niedobrze mi się robi na samą tego myśl. Najbardziej przeraża mnie fakt iż teoretycznie najlepszy okres mojego życia jest marnowany na walkę ze swoimi słabościami i problemami. Ja chyba też cierpię na depresję, mam 9/10 w teście. Najgorsze jest to że to co kiedyś sprawiało mi przyjemność teraz wzbudza we mnie odrazę i lęk. Np. w ubiegłym tygodniu żenił się mój wielki przyjaciel a ja tak bardzo nie chciałem tam być, nie chciałem spotkać innych przyjaciół… bałem się ich. Praca też mnie niszczy bo w niej muszę udawać wesołego chłopaka, pełnego luzu, dystansu i marzeń… istny cyrk. Ciężko jest udawać kogoś kim nie jest się naprawdę. Jedyne ukojenie przynosi mi muzyka, słucham płyt na okrągło i to cały mój świat…Choć ona też w pewnym stopniu wpływa na mnie destrukcyjne, po pracy często szumi mi w głowie fragment z piosenki Nirvany “I hate myself and i wanna die”. Jak słucham Bowiego, Nicka Cave’a czy Smushing Pumpkins to myślę o śmierci. Myślę że muzyka odzwierciedla stan mojej duszy kiedyś słuchałem np. Th Clash czyli etos Do It Yourself i te sprawy… byłem naprawdę ambitny, pełen energii, życia, marzeń, motywacji i robiłem naprawdę ciekawe rzeczy z ciekawymi ludźmi. I nagle jestem sam a każdy uśmiech na pojawiający się na mojej twarzy jest męką. Jestem przebitym balonikiem. Piszę to wszystko bo boję się o tym mówić publicznie a muszę to wyrzucić z siebie. Choć gdy czytam jakie inni ludzie tutaj mają problemy to wiem że mój jest nieporównywalnie mniej istotny… Bardzo mi przykro że tak cierpicie moi drodzy.

  41. Moje odpowiedzi
    1. nie
    2: nie
    3. nie
    4. tak
    5. nie
    6. nie
    7. nie
    8. tak
    9. nie
    10. już nie
    Kiedyś sięgnąłem dna ale udało mi się z tego wyjść.
    Podoba mi się ta strona, ale uważam, że komentarze osób które nie znają stanów depresyjnych z autopsji nie powinny się wypowiadać…
    Ludzie, szukajcie pomocy, nie poddawajcie się, szansa na wyzdrowienie i wyjście na prostą zawsze jakaś jest!!
    Jeżeli ktoś chciałby porozmawiać to zapraszam.
    baltazarball@wp.pl

  42. Ja mam depresje od 2 lat przez swoje dzialanie stracilem wszystko razem z rodziną prawem jazdy i jedyne co mi pozostalo to mama mam 41 lat lecze się ale narazie efekty marne. Mam wszystkie objawy. Czekam jak na zmilowanie ba terapie grupowa bo może tam kogoś poznam i bedzie raźniej. Jestem wrakiem czlowieka modlę się czasami o śmierć ale nic nie pomaga. Z nikad pomocy. Jak by ktoś chcial sie podzielić doswiadczeniami i pogadać to podaje meila marcin1973z1@gmail.com Pozdrawiam

  43. Nigdy ale to nigdy nie pomyslalam nawet przez chwile,ze kiedyś tam w swoim życiu będę borykała się z tą choroba,zawsze byłam pełna optymizmu i uśmiechu,wierzylam w ludzi’w ich szczere intencje,bo sama zawsze taka byłam,nigdy świadomie nie raniła m innych,zawsze lubilam pomagać innym,i kiedyś przyszedł moment ,ze coś było nie tak,,swoją łatwo wiernością malej dziewczynki ,nagle otworzylam oczy przebudzilam się i zobaczylam jak okrutnie zostalam potraktowana przez ludzi ,którym ufalam,a nawet kochalam,..to trwało lata,ale ja byłam niewidoma,dzisiaj nie mogę poradzić sobie z sobą,płacze po kątach,zamknelam się w sobie,nie mam ochoty juz na nic,..zdradzana,oszukiwana przez lata,został mi tylko wstyd,ze byłam taka naiwna, jak ta choroba cholernie boli to choroba duszy i ciała….tak bardzo chciałabym moc cofnąć czas,…cieszyć się drobnymi rzeczami,jak ja za tym tesknie,..to świat i ludzie powoduje,ze gdzieś tam po drodze w naszym życiu sami zapomniany o sobie,nie jesteśmy zbyt dobrzy dla siebie,a potem gdy pragniemy się otrzasnac jest juz za późno…dużo za późno…. I co dalej jak żyć..nie wiem i nie mam recepty ani na dziś ani na jutro…..

  44. Nie wiem jak sobie pomóc, meczy mnie wszystko proste codzienne czynności. Mieszkam sam w Norwegii prawie 2 lata. Od dłuższego czasu starałem się o lepsza prace, kiedy udało się mi ja dostać okazała się gorsza od poprzedniej. Normalnie dramat , pamiętam jak odliczałem dni do przejścia. Najgorsze jest to ze na nic nie mam kompletnie ochoty, w nocy koszmary i tak siedzę i wegetuje.Praca-dom do którego tak naprawdę nawet nie chce się wracać. Niby mam tutaj jakiś znajomych , ale nie chce się ujawniać ze swoimi problemami. Każdy jakieś ma, nie wiem co dalej robić.Nie jestem człowiekiem leniwym , w życiu zawsze poświęcałem czas na sport ,dokształcanie się. Zły jestem na siebie ze jakoś to wszystko tak wygląda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *